Kochani, dużo czasu minęło odkąd wstawiłam dla Was wpis na naszym blogu.

Pewnie ciekawi jesteście co u Matiego. Przedstawiam Wam drugą część tej historii. Pisze się trzecia. Pozdrawiam Was,

Małgorzata

W poprzednim wpisie Dziecko z ADHD. Incydent szkole cz. 1 opisywałam sytuację, która miała miejsce w niewielkiej szkole w Polsce.

Batalia między szkołą, rodzicami dziecka z nadpobudliwością oraz rodzicami chłopców współodpowiedzialnych za incydent w szkole odbija się szerokim echem.

Gdzie w tym wszystkim jest Mati? Co się z nim dzieje? Co czuje?

Mati zaczyna się wycofywać, traci pewność siebie. Podobnie, jak reszta chłopców, przeprosił uderzonego kolegę. Dlaczego inni mają wybaczone swoje przewinienie, a on nie? Nie rozumie, dlaczego koledzy nie przychodzą do niego. Nie rozumie dlaczego jest gorszy. Rodzice kolegów zabronili im przychodzić do Matiego, zabronili im bawić się z nim na przerwach. Mati został potraktowany inaczej niż reszta, teraz odczuwa tego skutki. Zaczyna dokuczać mu samotność. On jest tym złym. W dodatku czuje, że wszyscy go obserwują, a jego mama płacze wieczorami.

Takie sprawy można mnożyć.  Mati nie chciał chodzić do szkoły, siedział w domu od tygodni, a rodzice zastanawiali się co robić dalej. Chłopiec nie miał kontaktu z kolegami, jest wyobcowany.

Dopiero teraz w chłopcu rodzi się bunt. Czuje się niesprawiedliwie potraktowany. Nigdy wcześniej nie słyszał tak wiele o problemie nadpobudliwości, a teraz na każdym kroku słyszy o swoim ADHD.

Jak twierdzą psychologowie, z którymi miałam przyjemność współpracować, dziecko z ADHD nie jest bardziej agresywne, niż dziecko bez nadpobudliwości. Jest bardziej impulsywne i bardziej je widać na tle rówieśników.

Problem z agresją może pojawić się wtedy, gdy dziecko czuje się odepchnięte, odseparowane, czasami wręcz zaszczute. Wtedy pojawia się w małej główce niezgoda na taką sytuację. Dziecko próbuje ponownie zwrócić na siebie uwagę i nawiązać kontakty z rówieśnikami. Jednak często wznowienie kontaktów okazuje się zbyt trudne. Zdarza się, że dzieci, które usłyszały o dziecku z nadpobudliwością niepochlebne opinie od dorosłych, zaczynają takie dziecko gorzej traktować. Krzyczą np. „Lepiej weź sobie syrop na ADHD”.

Często zdarza się również, że same dzieci, zauważywszy nadmierną impulsywność u swojego kolegi – zaczynają go przezywać, wyśmiewać się. Dziecko się wtedy denerwuje i czasami zdarza się, że nie potrafi wyhamować swoich emocji. Psychologowie nazywają takie zjawisko agresją wtórną. Oznacza to, że dziecko staje się agresywne na skutek powtarzających się działań ze strony innych, które powodują obniżenie poczucia własnej wartości, odepchnięcie, wpędzanie w poczucie winy za swoją inność. Jest to forma obrony z powodu bezsilności.

Dla wielu osób sytuacja może być całkiem niezrozumiała. Wystarczy przecież wspólnie porozmawiać. W tej chwili dziecko jest wyobcowane, a zdenerwowani rodzice skupiają się na odpieraniu ataków. Nie sprzyja to nauce życia w społeczeństwie dziecka z nadpobudliwością.

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 8 do wpisu “Dziecko z ADHD. Incydent w szkole cz. 2”

  1. Bożena pisze:

    Nie wiem,,, jak u innych odwiedzających blog – , ale we mnie rodzi się taki bunt i agresja,,, że co dopiero dziwić się dzieciom z zaburzeniami…..
    Nie rozumiem przede ewszystkim dzialań profesjonalnych nauczycieli, dyrekcji – osób pracujących w szkole…. Wiele jeszcze szkoleń i edukacji potrzeba , by coś zmienić w mentalności przeciętnego nauczyciela w szkole…
    Z doświadczenia wiem,, że tego typu sprawy zrozumie tylko osoba, która sama przez to przechodzi…. Może nauczycielom właśnie powinny się rodzić chore dzieci,,,,,,, jeśli już takich dzieci przybywa,,, to niech właśnie trafiają na rodziców – nauczycieli…. Jest szansa, że wtedy coś w realiach szkoły się zmieni dla rodziców i dzieci żyjących w koszmarze ADHD i innych zaburzeń….
    Taki rodzic – nauczyciel wiele może zmienić w funkcjonowaniu szkoły…. Nie mam słów… Bardzo emocjonalnie podchodzę do tych spraw, będąc po kilkuletniej przeprawie z własnym dzieckiem z nadpobudliw. oraz nauczycielem jednocześnie…..
    Mam straszną awersję do nauczycieli w szkole mojego dziecka i jednocześnie opadłam z sił czytając o tym ,że takich hist. jest więcej…
    Rozumiem osoby krytycznie wypowiadające się na temat nauczycieli…… Bo choć sama nim jestem – wiem , co oznacza „walenie głową w mur” pomagając własnemu dziecku w szkole.
    Pozdrawiam mocno….. Życzę nam wszystkim wiele sił na nadchodzący Nowy Rok Szkolny….

    • Malgorzata pisze:

      Rzeczywiście, takich historii jest za dużo. Bożenko, ja sama zaczęłam walkę o zrozumienie osiem lat temu i wciąż wierzę, co coś uda się zmienić. Na moich szkoleniach dla nauczycieli zdarza się, że nauczycielki ronią łzy, więc coś się w nich rusza.

  2. Magda pisze:

    Ale smutna historia! Ja na szczescie mieszkam w Usa , i mam wrazenie ze tutaj szkola i pedagodzy podchodza bardzo profesjonanie, mowie tak bo do tej pory mialam szczescie. Moj syn zostal zdiagnozowany w drugiej klasie podstawowej , ale to szkola podpowiedziala mi ze powinnam isc z nim do lekarza ale nigdy mi nie powiedzieli wprost ze moje dziecko ma ADHD. Kiedy w koncu zostal zdiagnozowany nikt sie ode mnie nie odwrocil a wrecz przeciwnie , wspolpracuje z pielegniarka , psychologiem oraz nauczycielem. Mielismy ogromne szczescie poniewaz w trzeciej klasie Kuby nauczecielka miala syna z ADHD wiec dobrze wiedziala jak zajac sie moje synem, wiedzialam ze byl w dobrych rekach.W Ameryce podchodzi sie do tego bardzo profesjonalnie oprocz kadry nauczycieli zaden rodzic ani uczen nie wie o chorobie ucznia.To jest scisle poufne i nikt o tym nie mowi. W ameryce przysluguje nawet specjalny program , ktory podpisuje sie w obecnosci pedagoga i psycholaga , ktory zobowiazuje szkole to traktowania mego syna specjalnie: sadzanie w miejcu gdzie nie ma zadnych rzeczy ktore mogly by go rozpraszac, dawanie wiecej przerw, sprawdzanie czy napewno niczego nie zapomnial ze szkoly np. pracy domowej, oraz jesli dziecko potrzebuje wiecej czasu na napisanie testu. Jestem sczesliwa ze nie ma tu takich problemow jak w polsce. Staram sie aby moje dziecko nie bylo postrzegane przez rowiesnikow jako inne , dletego nie mowie tego zadnym rodzicom, bo serce by mi peklo gdyby jego przyjaciele odwrocili si od niego tylko dlatego ze jest troche inny:(

    • Malgorzata pisze:

      Magdo, to wspaniale, że Twoje dziecko jest traktowane jak należy.
      Ja tutaj w Polsce mam misję, aby uświadamiać i uczyć zrozumienia i odpowiedniego podejścia właśnie po to, żeby dzieci czuły się dobrze ze swoją innością.
      Pozdrawiam!

  3. Sylwia pisze:

    Rozumiem….Sama mam dziecko z adhd i ręce mi opadają. Ma łatkę – to trudne dziecko i mimo, że na tle rówieśników – 6 latków specjalne z agresją sie nie wyróżnia, to u niego jest to zawsze widziane. Doszło do tego, że za agresywne zachowanie zostaje uważane to, że za mocno przytula się do koleżanki, która tego nie lubi, a ona mu się podoba, albo że turla się z dziećmi po dywanie wtedy, gdy mu się nudzi…. Obecnie jestem już załamana, bo dyrekcja w imię dbania o „wizerunek szkoły” – przytaczam dosłownie, dała ultimatum „albo zaczynacie dawać leki – notabene pochodne amfetaminy, albo dziecko ze szkoły”. Nie liczy się psychoterapia behawioralna, nasza praca i bycie w szkole na każde kiwnięcie. Dziecko ma siedzieć grzecznie w ławce i nie ruszać się za dużo, a już na pewno nie mówić co 5 minut: nudzi mi się…

    • Malgorzata pisze:

      Sylwio, na Twoją sytuację odpowiedziałam w poprzednim komentarzu
      http://www.adhd-dziecko.pl/2011/04/zadaj-pytanie/#comment-28544
      Dodam jeszcze, że warto jest poznać prawa dziecka z ADHD w szkole.
      Dziecko nadpobudliwe zawsze jest bardziej widoczne na tle rówieśników.
      Nie ogląda się, czy „nauczyciel patrzy” i wykonuje działanie, podczas gdy zwykłe dziecko może wykonać to samo działanie sprawdzając uprzednio, czy jest obserwowane.

      Najistotniejsze jest, aby otoczenie zrozumiało, że objawy nie są winą dziecka. Jak dziecko może się nie ruszać, jeśli jedną z trzech grup objawów ADHD jest nadruchliwość?

      Pozdrawiam,
      Małgorzata

  4. Iwona pisze:

    Witam,
    Dopiero znalazłem ten blog, a już żałuję, że nie wcześniej.
    Czytam historię Matiego i przerażenie mnie ogarnia coraz większe.
    Mój syn ma osiem lat i od ponad roku stwierdzone ADHD, jesteśmy pod stałą kontrolą psychiatry i terapeuty. Syn ma podawany medikinet, który działa ale jednak nie do końca…
    Synek trafił do szkoły jako dobrze rozwinięty, niezwykle inteligentny pięciolatek. Byłam jako matka stuprocentowo przekonana, że syn poradzi sobie w szkolnej zerówce mimo swego wieku. Dziś, z perspektywy czasu bardzo żałuję tej decyzji, jednak wówczas tak naprawdę nie miałam innego wyjścia – mieszkamy w małej wsi pod miastem. Przedszkole w mieście, szkoła wiejska niewielka, niezbyt liczne klasy, no i na miejscu więc teoretycznie na plus. Ja pracuje popołudniami, cały obowiązek opieki nad synkiem spadał na moją mamę, która zwyczajnie nie dawała rady z nadzwyczaj „żywym” dzieckiem. Stąd pomysł na zerówkę.
    W międzyczasie, pomiędzy czwartym a piatym rokiem życia syna rozpoczęliśmy terapię SI – syn był głośny, stale dostarczał sobie różnorodnych bodźców itp, długo by wymieniać. Poza tym stale uczęszczaliśmy na terapie pedagogiczną. Bezskutecznie, ponieważ pani psycholog absolutnie nie dopuszczała myśli że syn ma ADHD… I tak dwa lata…
    Koszmar szkolny zaczął się w październiku. Żywe dziecko (wówczas jeszcze bez diagnozy) przerosło nauczycieli, skądinąd wykształconych, po wielu podyplomówkach i kursach w treści których widniały słowa: socjoterapia, terapia pedagogiczna, oligofreno… jedna z pań myślała nawet nad terapią SI!!! Co z tego, skoro to we mnie i w dziecku upatrywano problemu! Dziecko samo wyszło ze szkoły – moja wina, ale gdzie była w tym czasie wychowawczyni nikt nie potrafił mi wyjaśnić… dziecko się zanieczyszcza – moja wina, przecież to ja winnam nauczyć dziecko korzystania z toalety… notabene dziecko od trzeciego roku życia uczęszczało do przedszkola, więc te czynności miało opanowane od dawna! Dziecko BIJE inne dzieci – moja wina, widocznie JA go uczę agresji!!! Takich i podobnych zarzutów pojawiało się coraz więcej.
    Aż usłyszałam sugestię dyrektora by przenieść syna do szkoły integracyjnej. Czyli odsuwamy problem! Ale nikt, żaden z nauczycieli z wieloma dyplomami, ani pedagog, ani inna zainteresowana osoba nie zasugerowała badań choćby w poradni psychologiczno-pedagogicznej.
    Byłam w szkole codziennie, codziennie byłam świadkiem pogarszania się stanu mojego dziecka, aż przyszedł dzień gdy zaczął wykazywać cechy dziecka autystycznego! I NIKOGO z kadry to nie zaniepokoiło!!! Czemu? Ponieważ łatwiej i wygodniej było odrzucić mojego syna i ocenić jako niewychowanego, nadzwyczaj trudnego i bez rokowania na przyszłość.
    Moja cierpliwość i chęć współpracy skończyła się w momencie usłyszenia: wydaje mi się że te zachowania mogą świadczyć o molestowaniu seksualnym!!! Powiedziała to wychowawczyni na podstawie opinii swego syna studiującego psychologię!!!
    Dzięki teściowej – lekarzowi, trafiłam wreszcie do psychiatry. syn został wreszcie zdiagnozowany, odetchnęłam,pewnie jak wiele matek, bo: wreszcie wiedziałam co się dzieje :)
    Diagnoza trochę poprawiła stosunek „szkoły” do mojego dziecka. Wreszcie trafił do klasy z wyśmienitym wychowawcą pod skrzydłami którego syn rozwinął skrzydła. Zostawiłam go w zerówce na kolejny rok, z ta samą panią poszedł do pierwszej klasy, jest jednym z najlepszych uczniów:)))
    Jednak wciąż pojawiają się problemy, a to jest bity, a to oskarżany o różne czyny czy prowokowanie niemiłych sytuacji w których niekoniecznie uczestniczy… No i na przerwach brak jest opieki nauczycieli dyżurujących, więc dzieci nie są bezpieczne, a synek częściej bywa oskarżany o „różne rzeczy”. Zdecydowałam się na zmianę. Od nowego roku podejmujemy naukę w systemie Edukacji Domowej. Ciesze się i boję zarazem. Jednak to co się dzieje z moim synem zmusza mnie by taki krok poczynić. Wierzę że jest to droga dla nas. Wiem że nie będzie łatwo, ale wierzę z całego serducha że osiągniemy sukces. A najważniejsze, może się uda odstawić leki.
    Na szczęście mamy ogromne wsparcie naszej psychiatry, która w ED również upatruje szansę na dobry rozwój naszego synka. Dla mnie to przede wszystkim nadzieja na nawiązanie jeszcze lepszych relacji, na bliskość i osiągnięcie jako takiej równowagi. Zobaczymy.
    Nie mniej cieszę się że przy okazji poszukiwań letniej oferty dla mojego syna, znalazłam ten blog. W najbliższym czasie zaopatrzę się w audiobooka. Wciąż brakuje mi wiedzy jak postępować z moim dzieckiem, wciąż niektóre sytuacje powodują bezsilność i brak zrozumienia. Mam nadzieję że niebawem się to zmieni.
    Tymczasem pozdrawiam przepełniona nadzieją :) ))

    • Malgorzata pisze:

      Iwonko,
      Historie takie, jak Twojego synka powtarzają się i bardzo dziękuję Tobie za to, że zechciałaś się swoją sytuacją podzielić. Rodzice, którzy dopiero zaczynają się orientować mogą przeczytać o tym co ich może spotkać i dzięki temu mają szansę na przygotowanie się do sytuacji. Chociaż i tak bez emocji nigdy się nie obejdzie.

      Najbardziej boli mnie, że mimo wielu publikacji na temat ADHD, jest ono często nierozpoznane. Nierozpoznanie tematu czyni spustoszenie w poczuciu wartości dziecka. Rozpoznanie to oddech i rozpoczęcie pracy w konkretnym kierunku. Dobrze rozumiem dlaczego odetchnęłaś, gdy dowiedziałaś się o co chodzi. Wtedy można konkretnie pracować.
      Mam nadzieję, że e-booki, które nabyłaś przyniosą kolejne oddechy.
      Dawaj znać. Z pewnością wiele osób jest zainteresowanych w jaki sposób Edukacja Domowa została przez Was wrdrożona i z jakim skutkiem.
      Życzę Wam sukcesów.
      Pozdrawiam,
      Małgorzata

Zostaw odpowiedź

*
CommentLuv badge

Spam protection by WP Captcha-Free